Agata Biegańska

Oto przed Państwem „alfa i omega” życia muzycz­nego Warszawy w pierw­szej poło­wie XIX w, Józef Elsner, znany głów­nie jako „ten, który uczył Chopina”. Wychowany w nie­miec­kim oto­cze­niu od naj­młod­szych lat zain­te­re­so­wany był muzyką. Śpie­wał w chó­rze kościel­nym oraz grał na skrzyp­cach w kapeli klasz­tor­nej gim­na­zjum jezu­ic­kiego we Wrocławiu. Wcześnie zaczął kom­po­no­wać. Jego motet „Ave Maria gra­tiae plena” został wyko­nany w kościele św. Wojciecha we Wrocławiu. Elsner miał wów­czas 13 lat. Na Uniwersytecie wro­cław­skim roz­po­czął naj­pierw stu­dia teo­lo­giczne, jak chcieli jego rodzice, póź­niej jed­nak prze­niósł się na wydział lekar­ski i wyje­chał do Wiednia. Po krót­kim poby­cie tam zde­cy­do­wał, że nie może żyć bez muzyki i jako 23-letni kawa­ler wyje­chał do Lwowa, gdzie objął posadę kapel­mi­strza orkie­stry teatru. Był to teatr nie­miecki, w któ­rym bywali przede wszyst­kim urzęd­nicy austry­jaccy wraz z rodzi­nami. Już pod­czas pobytu we Lwowie Elsner roz­po­czął swoją dzia­łal­ność peda­go­giczną. Zajął się udzie­la­niem pry­wat­nych lek­cji oraz zor­ga­ni­zo­wał Akademię Muzyczną, która miała na celu zrze­sze­nie muzy­ków i miło­śni­ków muzyki. Koncerty Akademii odby­wały się co tydzień, a na ich pro­gram skła­dały się sym­fo­nie, kon­certy na instru­menty solowe oraz muzyka wokalna.

Przełomowym momen­tem w życiu Elsnera stał się przy­jazd do Lwowa Wojciecha Bogusławskiego, kipią­cego życiem, ener­gią, pomy­sło­wo­ścia, rewo­lu­cjo­ni­zu­ją­cego na czas swego pobytu pol­skie życie kul­tu­ralne sen­nego mia­sta. Elsner był pod dużym wra­że­niem osoby Bogusławskiego, spo­tkał się bowiem pierw­szy raz z tak ogrom­nym entu­zja­stą muzyki. Pierwszy raz miał rów­nież stycz­ność z kul­turą pol­ską, która wywarła na nim tak duże wra­że­nie do takiego stop­nia, że w 1799 r. Bogusławski prze­ko­nał Elsnera do wyjazdu do Warszawy i pod­ję­cia współ­pracy w pro­wa­dze­niu opery w Teatrze Narodowym. Ożeniwszy się z pol­ską śpie­waczką, póź­niej­szą pri­ma­donną opery, wrósł Elsner osta­tecz­nie w Warszawskie śro­do­wi­sko muzyczne i od tej pory robił wszystko na rzecz roz­woju myzycz­nego i kul­tu­ro­wego Warszawy: otwo­rzył szty­char­nię nut, by wyda­wać mie­sięcz­nik z pol­skimi utwo­rami dla muzyków-amatorów, brał udział w pra­cach Towarzystwa Przyjaciół Nauk, zało­żył wraz z E. T. A. Hoffmannem Resursę Muzyczną, któ­rej celem było m.in. orga­ni­zo­wa­nie kon­cer­tów, pro­wa­dze­nie orkie­stry i chóru, stwo­rze­nie biblio­teki… Elsner także dużo komponował.

Pisał głów­nie utwory reli­gijne i opery o iście pol­skich, histo­rycz­nych tytu­łach, takich jak: „Leszek Biały czyli Czarownica z Łysej Góry”, „Król Łokie­tek czyli Wiśliczanki”, „Jagiełło w Tenczynie”. Bliska była mu muzyka pol­ska: „Wiesz, ile chcia­łem czuć i po czę­ści dosze­dłem do uczu­cia naszej naro­do­wej muzyki.” „Moje dzieło o Metryonomii i Rytmiczności języka pol­skiego w trzech tomach jest już ukoń­czone; lecz teraz nie może być wydane, bo w nim oprócz ten­den­cji muzycz­nej, naj­cie­kaw­szą rolę gra naro­do­wość.”  Zajmował się rów­nież pisa­niem recen­zji do pol­skich cza­so­pism, a ponadto arty­ku­łów do lip­skiej „Allgemeine Musikalische Zeitung”, które poświę­cał głów­nie współ­cze­snym kom­po­zy­to­rom polskim.

Po przy­jeź­dzie do Warszawy uczył w Szkole Dramatycznej Bogusławskiego, potem wykła­dał teo­rię i kom­po­zy­cję w kie­ro­wa­nych przez sie­bie szko­łach: w Szkole Elementarnej Muzyki i Sztuki Dramatycznej, w Instytucie Muzyki i Deklamacji, a póź­niej w Szkole Głównej Muzyki. Tutaj wykształ­cił wielu wybit­nych pol­skich kom­po­zy­to­rów, m.in. Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego oraz Fryderyka Chopina.  Wstępujący do Szkoły Głównej Muzyki Chopin wybrał stu­dia teo­rii muzyki i kon­tra­punktu. Nie sto­so­wał się jed­nak ści­śle do pro­gramu. Gdy roz­po­czął naukę, miał tylko sześć lek­cji kon­tra­punktu u Elsnera, a resztę czasu poświę­cał pracy samo­dziel­nej. Elsner był świa­tłym nauczy­cie­lem i widział sie­bie głów­nie w roli doradcy: „W nauce kom­po­zy­cji nie należy poda­wać prze­pi­sów, szcze­gól­nie uczniom, któ­rych zdol­no­ści są widoczne; niech sami je wynajdą, by mogli nie­kiedy sami sie­bie prze­wyż­szyć.” Nie lek­ce­wa­żył on indy­wi­du­al­nych zain­te­re­so­wań swo­ich uczniów i sta­rał się, aby każdy z nich roz­wi­jał się w odpo­wied­nim dla sie­bie kie­runku. Tak pisał o swo­ich meto­dach: „W mecha­ni­zmie sztuki, w posu­nię­ciu się nawet w czę­ści jej wyko­naw­czej, nie tylko trzeba, żeby uczeń zrów­nał się z mistrzem swoim i prze­szedł go, ale żeby miał i coś wła­snego, czym by także mógł świet­nieć. […] To, co jest praw­dzi­wym i pięk­nym, nie powinno być naśla­do­wa­nym, lecz doświadczonym.”

W dzi­siej­szym kon­cer­cie warto przy­wo­łać jesz­cze jedną postać zwią­zaną ze szkołą Elsnera i naszą uczel­nią. Jest to Emil Młynarski, kom­po­zy­tor i w począt­kach XX w. rek­tor Konserwatorium Muzycznego w Warszawie.

Agata Biegańska, stu­dentka UMFC